Wyspy Owcze – Mgliste początki – Mykines

W drodze 21.08.2016

Córka marynarza

Siedzę przy jednej z latynoamerykańskich składanek Putumayo i przeglądam zdjęcia z Wysp Owczych. Kontrast między energetycznymi rytmami a surowym obrazem jest ogromny. Jeżeli jesteście ciepłolubni Faroje mogą się okazać dla Was nietrafionym celem. Ja na całe szczęście należę do tych osób, które łatwo dostosowują się do różnych warunków pogodowych, a zimno i mróz nie są mi straszne. Wielką miłość do północy mam we krwi. Córka marynarza nie może nie kochać mórz, oceanów i ich zmiennego charakteru. Całe dzieciństwo spędziłam w północnych rejonach Polski i nie wyobrażam sobie żyć bez dostępu do morza na dłuższą metę. Myślę, że Ci którzy mieszkają blisko Bałtyku dobrze wiedzą o czym mówię.

Opowieści z Wysp Owczych

Osiemnaście miniaturowych wysp rozsianych na Oceanie Atlantyckim stanowi terytorium zależne od Danii. Pomijane w drodze na modną Islandię. Zielone bardziej niż jakikolwiek ląd, który do tej pory widziałam. Chłodne, mgliste i tajemnicze. Każdego dnia inne, w każdej godzinie nieprzewidywalne. Znane na świecie głównie z przykrego rozlewu krwi podczas Grindadráp – corocznej, tradycyjnej rzezi wielorybów, o której jednak wolałabym nie pisać.

Wszystko zaczęło się trzy lata temu, gdy sięgnęłam po książkę 81:1. Opowieści z Wysp Owczych. Po tej lekturze wiedziałam, że żadne egzotyczne wycieczki nie przyćmią mojego głównego celu. Byłam pod wrażeniem zaskakujących statystyk, które głównie dotyczą zaludnienia na wyspach. Urzekły mnie małe wioski z kilkunastoma mieszkańcami, bezkres natury i brak turystów.  Wybrałam się tutaj by odpocząć od Warszawy i od pracy, której ostatnio mocno się poświęciłam zapominając przy tym o sobie i o tym, co jest dla mnie naprawdę ważne. Północny kierunek był idealnym wyborem, przyjął formę medytacyjnej wędrówki po zielonych wzniesieniach. Początkowo obawiałam się złej pogody, ale na Wyspach nie jest tak zimno jak wszyscy myślą. W lecie temperatury oscylują powyżej dziesięciu stopni, a zimy wcale nie są takie straszne, zazwyczaj z plusem na termometrze. Słynny żart mówi o tym, że w ciągu jednej doby na Wyspach mogą pojawić się cztery pory roku – i to akurat się sprawdziło, ale nie odstraszyło.

Nie ma tutaj lodowców i bardzo wysokich gór, tylko przestronne wzgórza wiecznie pokryte zielenią. Nie ma fastfoodów (no, może jeden Burger King w stolicy), szybkich pociągów, zoo i wiewiórek. Nie ma wielu rzeczy i to czyni Wyspy Owcze wyjątkowymi. Zaraziłam nimi mojego chłopaka, który bez wahania podjął decyzję o wyprawie.

Od samego początku podróży na wyspach pogoda nas nie rozpieszczała. Na Owcach pada średnio 290 dni w roku i poniekąd byłam na to przygotowana. Od razu po wylądowaniu, owinięci możliwie jak się da w wodoodporne (tak mi się wydawało) ubrania, ruszyliśmy w kierunku portu, aby udać się na pierwszą wyspę – Mykines. Ciągnęło nas tam ze względu na możliwość podejrzenia ptaków, których ilość na malutkiej wyspie przyciąga również ornitologów.

Maskonury znane są głównie w Islandii. Te arktyczne ptaki o uroczym wyglądzie i słabości do szprotek znalazły również swoje miejsce na jednej z osiemnastu wysp. Razem ze znikomą ilością turystów i kilkoma farerskimi rodzinami znaleźliśmy się na małym promie. Jest to jedna z dwóch możliwości przedostania się na wyspę. Drugą jest helikopter. Bilety zarezerwujecie tu. Pamiętajcie jednak, że ze względu na zmienne warunki pogodowe prom lub lot może zostać odwołany nawet tego samego dnia.

Mykines

Na Mykines dopływamy w 40 minut. Główny szlak rozpoczyna się nieopodal portu i zajmuje średnio dwie godziny marszu. Już po kilku metrach spotkaliśmy liczne stado owiec i spacerujące po gęstej trawie maskonury. Niestety nie mieliśmy tyle szczęścia, aby dotrzeć na sam koniec szlaku.  Silna mgła, słaba widoczność i strome schody zapaliły światło zdrowego rozsądku. Zawróciliśmy w kierunku wioski spacerując po pobliskich wzniesieniach. Na wyspie jest jeden guesthouse, w którym można zatrzymać się na noc. (400 DKK od osoby za nocleg). Jeśli macie ze sobą namiot polecam zapytać miejscowych, gdzie można się rozbić. Miejscowych nie ma zbyt wielu – bo aż 11 osób. W całej wiosce jest 40 domów, z czego tylko 8 zamieszkałych na stałe. Myślę, że z rozłożeniem namiotu nie będzie problemu, tym bardziej, że widzieliśmy ich kilka – powtykane pomiędzy domki a wąskie ścieżki.

Przy porcie szukajcie gniazd głuptaków i fulmarów. Całe Wyspy Owcze są domem wielu pięknych gatunków ptaków. Ich miłośnikom polecam lekturę – dowiecie się z niej skąd najlepiej je obserwować oraz jak reagują, gdy podejdziemy za blisko gniazda. Nieświadomym zbliżeniem się do piskląt przypłaciłam prawie porwaniem czapki. Wszelkie ptactwo, w tym maskonury, pozostają przysmakiem Farerczyków. Na całe szczęście trafiły na wegetariankę. Dla tych, którzy są mięsnymi smakoszami, Wyspy Owcze mają wiele do zaoferowania. Więcej do powiedzenia na ten temat ma Andrew Zimmern. Miłego seansu!